Puchaty przepis na naleśniki

16 listopada 2015 |

Wiele Niuków w lisim królestwie mawiało, że naleśniki to najprostsza potrawa pod słońcem. Praktycznie każda lisia łapka potrafiła wrzucić jajko, mleko i mąkę do garnuszka, wypuchacić trzepaczką, by następnie na rozgrzanej patelni powstało pyszne śniadanie, obiad, kolacja, a nawet przekąska. Niuki po prostu naleśniki uwielbiały. Jednakże każda szanująca się lisia gospodyni dodawała do ciasta swój tajemny składnik, który sprawiał, że w całym puchatym królestwie niemal każdy naleśnik był niepowtarzalny. Lisia Księżniczka węszyła noskiem i nasłuchiwała uszkami, aczkolwiek każda Lisica strzegła swojej słodkiej tajemnicy jak oczka w głowie. Tak więc Liska Niuka postanowiła sama znaleźć swój sposób na naleśniki, odmierzając składniki na lisie oko, próbując różnych kombinacji, by wreszcie wszystko zmierzyć i spisać. Tak powstał poniższy przepis do którego zapraszam was tą naleśnikową opowieścią.

Naleśniki – przepis podstawowy

(8 naleśników o średnicy 24 cm)

Składniki na ciasto:

  • 2 jajka
  • 320g mleka
  • 200g mąki wrocławskiej typ 500
  • szczypta soli
  • 1 opakowanie cukru wanilinowego lub pół laski świeżej wanilii (opcjonalnie)
  • 1 łyżeczka sekretnego składnika Lisiej Księżniczki

Dodatkowo:

  • oliwa, olej lub inny tłuszcz do smażenia
  • ulubione słodkie lub słone dodatki na nadzienie (np. dżem, owoce itd)

W naczyniu umieszczamy wymienione wyżej składniki na ciasto. Kolejność dodawania składników nie ma istotnego znaczenia w tym przepisie. Jeżeli mamy zamiar przygotować naleśniki na słodko, a takie preferuje Wasza Puchatość, to do ciasta dodajemy cukier wanilinowy lub wanilię, dzięki czemu nasze potrawa nabierze aromatu. Jak wydobyć ziarenka ze świeżej wanilii? Laskę przekrajamy na pół wzdłuż, po czym łyżeczką wyskrobujemy nasionka.

Składniki mieszamy mikserem lub trzepaczką. Ważne jest by ciasto porządnie wypuchacić, co tłumacząc z Niukowego, oznacza że trzeba zrobić tak, by było w nim dużo bąbelków. Im więcej ich będzie w cieście tym smaczniejsze wyjdą nam naleśniki. Kiedy konsystencja ciasta stanie się jednolita, a bąbęlków będzie w nim mnóstwo, rozgrzewamy patelnię. Nie chowajmy jeszcze miksera lub trzepaczki. Jeżeli z ciasta uciekną wszystkie pęcherzyki powietrza będziemy mogli je ponownie dopuchacić.

Nasze naleśniki smażymy z obu stron, przewracając szpatułką lub widowiskowo podrzucając na patelni. Niestety w moim lisio-księżniczkowym przypadku zbyt często lądują one na podłodze bądź na suficie, więc częściej korzystam z tego pierwszego sposobu. Tak przygotowane podajemy z ulubionymi dodatkami np. dżemem, homogenizowanym serkiem waniliowym czy owocami.

To już cały przepis, aczkolwiek podczas mojej przygody w odkrywaniu naleśników idealnych, kilka rzeczy zaprzątało mi łepek. Poniżej możecie o nich co nieco przeczytać.

Konsystencja

Niektóre liski sprzeczają się co do tego jaka powinna być ta idealna konsystencja ciasta naleśnikowego. Z moich obserwacji wynika, że ciasto powinno mieć gęstość jogurtu pitnego, a ja wolę kiedy jest nawet nieco rzadsze. O tym czy konsystencja jest odpowiednia powie nam najlepiej nasza patelnia. Jeżeli naleśnik ścina się, zanim ciasto rozleje się w kształt koła, to ciasto jest za gęste. Jeżeli naleśnik, mimo że jest rumiany, rozrywa nam się przy próbie przewrócenia go szpatułką, to ciasto jest za rzadkie.

Leżakowanie ciasta

Kolejna przetestowana przeze mnie praktyka lisich gospodyń polegała na pozostawieniu ciasta do leżakowania. Pamiętam pewną Liskę, która mówiła że najlepsze naleśniki wychodzą z ciasta które całą noc przeleży w lodówce. Miała przy tym uszka tak poważne, że strach było się z nią spierać. Spróbowałam tej metody i moim zdaniem nie było żadnej różnicy w smaku naleśników.

Tłuszcz do smażenia

Naleśniki smażymy na wybranym przez siebie rodzaju tłuszczu. Najczęściej używane to smalec, olej rzepakowy i oliwa, którą osobiście preferuję. Tłuszczu na patelnię warto dodawać niewielką ilość przed smażeniem każdego naleśnika. Wydaje się to pracochłonne i zawsze istnieje ryzyko, że niechcący nalejemy za dużo tłuszczu, ale warto podjąć ten trud, gdyż tak smażone naleśniki są zdecydowanie smaczniejsze. Dodanie tłuszczu (testowałam z olejem i oliwą) bezpośrednio do ciasta nie daje takiego efektu jak wlewanie kilku kropel na patelnię osobno dla każdego naleśnika. Bardzo wygodna do takiego smażenia okazuje się oliwa w spray’u. Wystarczy tylko spryskać powierzchnię patelni i możemy wylewać ciasto.

To już wszystko co mogłam wam powiedzieć o naleśnikach. Zastanawiacie się pewnie czy odnalazłam ten tajemny składnik o którym pisałam na początku? Mogę z całą pewnością powiedzieć że tak. Stało się to dawno temu, kiedy byłam jeszcze małym puchatym Niukiem. Być może był to przypadek, być może zrządzenie losu… ale to historia na zupełnie inną opowieść, którą możecie przeczytać tutaj: sekretny składnik naleśników.

Wypatrujcie puchatych wpisów.